Interview with SAT Stoicizmo – part I (only in Polish)

Unfortunately, I didn’t get the permission to publish this exceptional interview in English. One of the members of SAT Stoicizmo stipulated that it may only be made available in Polish. It makes me feel both recognised and disappointed at the same time. The only consolation may be that owing to online translators at least the main points of the conversation will be there for anyone interested in the band and their work. Its exceptionality lies not only in the fact that it was originally printed in a low-run publication and long unavailable, but also in an abundance of reflections on music, the music making process, and priorities in art that were made there. It’s also invaluable for its historical information on the zeitgeist of the period. Conducted with VELIMIR MOSTIĆ in 1995, it was printed only in German in the ARTWARE PRODUCTS magazine some time around 1997 or 1998. A bit imperfect, this may not be the most faithful translation in the world but I do hope I kept the meaning of the essential points made by the interviewee. Many thanks to Stefan BREMER for sharing a copy of the magazine, and to Ulrich (disorder of club|debil) for assisting me with some of the more complicated passages in German. This is the first part of the interview, more to follow soon!

Historia SAT Stoicizmo jest mało znana, a pod pewnymi względami nawet dość niezwykła. Chyba najlepiej będzie, jak na początku przedstawisz w skrócie zarys działalności tej grupy.

Jeśli chodzi o zespół, to nie było w nim nic szczególnie niezwykłego. Niezwykłe jest raczej to, że nigdy nie porzucił swej anonimowości, ale chyba wiele grup muzycznych postąpiło w podobny sposób.

Jak doszło do powstania grupy?

Powstanie zespołu nastąpiło pod koniec 1981 roku z inicjatywy trzech dalekich krewnych w Požega, wówczas Slavonska Požega. Początkowo była to punkowa grupa. Jej skład personalny obejmował: YVAN ZRAK, DARKON BLAJCIFER i MARIJAN BLAJCIFER, który mieszkał w Niemczech, ale często tutaj przyjeżdżał. Ja również mieszkałem wówczas gdzie indziej, a do Požega przeprowadziłem się dopiero w 1983 roku. Dlatego o pierwszym okresie zespołu wiem tylko z drugiej ręki.

Skąd pochodzi nazwa zespołu?

Nie wiem. Kiedy dołączyłem do zespołu, nazwa już była. Być może dlatego, że przez jakiś czas YVAN ZRAK interesował się stoicyzmem, m.in. Lipsiusem (znany też jako Joost LIPS, renesansowy flamandzki filozof, filolog klasyczny historyk, znawca kultury starożytnego Rzymu – przyp. Rafał Kochan) choć on sam nie był stoikiem.

No i dlaczego ta włoska fonetyka? Czy to aluzja do włoskiego futuryzmu?

Całkiem możliwe. A może to świadome połączenie włoskiej fonetyki z chorwacką pisownią było podyktowane wyalienowaniem.

A jaki jest tutaj kontekst “SAT” (z jęz. chorw. “godzina”, “czas”)? Można przetłumaczyć to jako “CZAS Stoicyzmu” lub “SATELITA Stoicyzmu”?

Nie postrzegam tego dopełniacza w taki sposób. Nie sądzę również, by “SAT”, jako skrót do telewizji satelitarnej, był tutaj właściwym tropem. Przynajmniej w przypadku nazwy tego zespołu. Mieliśmy chyba co innego na myśli.

A nazwiska członków grupy?

Są to pseudonimy, jak to zwykle bywa w środowisku punków. Moim zdaniem jest to uzasadnione, że prawdziwe nazwiska członków zespołu nigdy nie zostały ujawnione.

Dlaczego?

Nie ma sensu tutaj o tym wspominać.

Jak doszło do powstania tych pseudonimów?

„ZRAK” (z jęz. chorw. “powietrze”) nazwał się tak, gdy miał szesnaście lat i nie mam pojęcia, jakie miał ku temu powody. „BLAJCIFER” jest nazwą znanego rodu w naszym rodzinnym mieście, który nie ma nic wspólnego z zespołem. Natomiast „DARKON” jest, o ile wiem, biblijnym imieniem, i miał oznaczać kogoś silnego, co w sumie pasowało, ponieważ pseudonim ten dotyczył perkusisty.

A twój pseudonim?

Pseudonim „MOSTIĆ“ (z jęz. chorw. „mostek”) jest związany z moją rolą w SAT Stoicizmo. Z racji tego, że nie  jestem muzykiem, zająłem się głównie tworzeniem kolaży dźwiękowych, a także obsługiwaniem odbiornika radiowego. Byłem zatem kimś, kto łączył dwie różne przestrzenie, takim „małym mostem do świata”.

Jak więc to wszystko się zaczęło?

SAT Stoicizmo powstało na fali popularności new wave w Jugosławii. Byliśmy zainspirowani powstaniem belgradzkich projektów: IDOLI, ELEKTRIČNI ORGAZAM I ŠARLO AKROBATA, a potem genialnymi debiutami płytowym, m.in. PANKRTI, DISCIPLINA KIČME czy AZRA.

Znaliście jakieś angielskie formacje?

Raczej niewiele, z wyjątkiem SEX PISTOLS oczywiście, ale nie interesowali nas zbytnio. Większość z nich znaliśmy dzięki Marijanowi, który przywoził ich płyty z Niemiec. Kiedy dołączyłem do nich, ZRAK i BLAJ znali już takie grupy, jak WIRE czy PIL. Przede wszystkim interesowaliśmy się lokalną sceną rockową, nawet takim zespołem LEB I SOL, który był bardzo dobry w tamtym czasie.

A industrial?

Początkowo wiedzieliśmy o tym nurcie jedynie z opowieści. Ciężko było z pozyskaniem wydawnictw muzycznych. Jedyne, co było nam wówczas znane z tej muzyki, to oczywiście LAIBACH, wokół którego było spore zamieszanie. Jednak nie do końca postrzegaliśmy ich w kategoriach zespołu industrialnego. Ponadto nie było wówczas jeszcze żadnych wydawnictw tej grupy.   

Mieliście z nimi jakiś kontakt?

Nie. W czasie, gdy bylibyśmy takim kontaktem zainteresowani, nie mieliśmy nic do zaoferowania i pewnie wyszlibyśmy na idiotów. Później oni rozwinęli się w kierunku, który wydał się nam nieciekawy pod względem muzycznym.

Zatem inspiracja pochodziła od sceny punk?

Na początku, na pewno. Pierwsze nagrania SAT Stoicizmo były utrzymane w stylu klasycznego, chaotycznego i garażowego punk rocka, z mnóstwem krzyku, zrywanymi strunami i typowym, bezcelowym zużywaniem energii. W celu zwiększenia absurdu pozwolono Marijanowi śpiewać. Wychowywał się on w Niemczech, więc miał demoniczny akcent, ewentualnie był w stanie go podrabiać.

Miała też jakieś znaczenie ideologiczna prowokacja?

Nie, raczej nie….

To znaczy?

Nie będę się w to zagłębiał. SAT Stoicizmo był w zarodku zawsze punkowym zespołem.

Zgodnie z mottem: „Punk is not dead – it just smells funny”? (z jęz. ang. „Punk nie umarł – po prostu śmiesznie pachnie”)

Jeśli w ogóle tak się stanie. Biorąc pod uwagę aspekt muzyczny, w pewnym momencie SAT Stoicizmo przestał mieć cokolwiek wspólnego z punkiem, co nie oznacza , że zespół ten tworzył gównianą sztukę na początku.

Co było takiego wyjątkowego we wczesnym SAT Stoicizmo, że odróżniło ten zespół od innych grup punkowych lub nowofalowych?

Myślę, że niewiele było takich różnic. Może jedynie odrobina abstrakcji i pewnego rodzaju neutralność.

Jak w tekście z „Neuzeit”?

Właśnie. „Neuzeit” jest rzeczywiście głównym utworem z tego okresu. Oczywiście doszukać się można czegoś podobnego gdzie indziej. Wyjątkowość tej kompozycji polega na tym, że jest to specyficzny „futurystyczny punk”, ale przetworzony w dość radykalny sposób. Również w późniejszym okresie SAT Stoicizmo był zawsze bardziej zainteresowany tworzeniem czegoś w jak najmniej rozpoznawalny sposób, co już istniało na świecie.

Czy „Neuzeit” miał pierwotnie pojawić się na LP?

Owszem. Po kilku miesiącach członkowie SAT Stoicizmo postanowili, że nadszedł czas, aby nagrać płytę. ZRAK napisał kilka piosenek, które nagrał w stosunkowo dobrych warunkach. Wiosną 1982 roku materiał na płytę był już gotowy. Niestety, ale opublikowanie go nakładem jednej z państwowych wytwórni płytowych było wówczas niemożliwe.

Dlaczego?

Szkoda słów. W każdym razie Marijan usiłował poszukać wytwórni płytowej w Niemczech, jednak okazało się, że wydanie tam albumu było zbyt drogie dla zespołu. Na szczęście jakiś krewny DARKONA zgodził się na dofinansowanie niewielkiego nakładu tego wydawnictwa. Gdy zostały już wykonane próbne kopie płyty, DARKON niepotrzebnie dał mu wysłuchać kilku nagrań, a on w ostatniej chwili wycofał się z tego pomysłu. Więc sprawa wydania płyty nie doszła do skutku, natomiast zespół wyszedł na idiotów przed tą wytwórnią.    

Co tak poirytowało tego krewnego?

Odebrał tę muzykę jako jakiś żart. Nie chodziło tu ani o jej hałaśliwość ani ogólne wrażenie, ale raczej o nijaką piosenkę „Partizan”. Ponoć dostrzegł w niej fundamentalny brak powagi, który odebrał jako obrazę. W każdym razie było to pierwsze fiasko wydawnicze zespołu, które stanęło na dwóch tłoczeniach testowych. Wprawdzie początkowo jeszcze chciano zaoszczędzić pieniądze, to z czasem przestał już ich interesować ten pomysł. Ponadto, wkrótce ukazał się kolejny album ELEKTRIČNI ORGAZAM: „Lišće Prekriva Lisabon“. ZRAK zaczął nisko oceniać „Neuzeit”. Oczywiście był to nonsens, ale jego zdaniem muzyka ta nie wnosiła niczego nowego i była zbędna. Całe to zamieszanie z wydaniem debiutanckiego albumu najwyraźniej go zabolało i był w jakiś sposób tym rozczarowany.  

Co wydarzyło się potem?

Nic. Zespół istniał jeszcze do końca 1982 roku. Marijan ostatecznie przeprowadził się do Niemiec, a pozostali musieli iść do wojska. Zaczęto mieć wątpliwości, czy jest sens angażowania się w to wszystko.

Ale to nie jest jeszcze koniec historii?

Nie.  Dla mnie ta historia właśnie zaczyna się w tym miejscu. Jak już wspomniałem, do Požegi przeprowadziłem się w połowie 1983 roku. Wkrótce zapoznałem się ze ZRAKIEM i BLAJEM, natomiast jesienią wspólnie zdecydowaliśmy, by wznowić działalność SAT Stoicizmo, ale już na innych zasadach.

Na czym polegała ta zmiana?

Przede wszystkim na całkowitym porzuceniu punkowej estetyki i muzyki rockowej. Dotychczasowe kompozycje zostały wycofane z repertuaru, ponieważ nie mogły być już prezentowane na żywo. Dopiero co nauczyłem się trochę grać fortepianie, ale nasz warsztat muzyczny był zbyt ubogi, by myśleć o konwencjonalnych aranżacjach na scenie. Poza tym, nie chcieliśmy już w taki sposób grać. Więc zmiana dotyczyła sięgnięcia po hałas – koncentrując się z reguły na wszystkim, co jego go dotyczy.

Dlaczego? Nie było innych możliwości?

Nie było. Gdy uświadomiliśmy sobie naszą sytuację, doszliśmy do wniosku, że estetyka noise’u jest jedną z form progresywnej muzyki popularnej. Bynajmniej nie przemawiało przez nas przesadne  zaufanie do jakichś teorii ewolucyjnych w muzyce, ale w naszym przekonaniu tzw. nowa fala zainicjowała pewne zjawiska, które powinny być kontynuowane i rozwijane. Widzieliśmy siebie na przecięciu dwóch, historycznych nurtów, a mianowicie koncepcji muzyki futurystycznej (bruityzmu Luigiego RUSSOLO), która była znaczącą koncepcją artystyczną, ale jej realizacja nie doszła do skutku z powodu ograniczonych możliwości technicznych. Choć nie oddziaływała w sposób ciągły, była ona jednak ciągle obecna gdzieś w podświadomości.

Ale przecież zawsze istniały trendy w sztuce, które inspirowały się futuryzmem.

Tak, ale raczej nie zaistniały w powszechnej kulturze. Wydaje się jednak, że te zjawiska wciąż były przepełnione symboliką, moralizatorstwem oraz nadęciem klasy inteligenckiej. W tego typu miejscach nie ma nadziei dla futuryzmu. Taka szansa występuje za to w tym drugim nurcie, który można nazwać “dynamiczną muzyką popularną”, a szczególnie w jej bardziej zaawansowanych i współczesnych formach. Dla rozwinięcia postulatów RUSSOLO byłoby to dużo lepsze miejsce. Nie tylko w zakresie wykorzystania technicznych możliwości, ale również dlatego, że nie byłoby potrzeby forsowania dorobku, np. Pucciniego.

Biorąc pod uwagę bruityzm, czym wyróżnia się scena muzyki industrialnej, która czerpała wiele inspiracji z awangardy i czasami futuryzmu?  

O ile mi wiadomo, wielu późniejszych wykonawców industrialnych wycofało się z kontekstu popkulturowego i stało się zmanierowanych. Owładnęła ich maniera maniaka noise’owego, maniera mistyka, maniera perwersji etc. Brakuje mi w tym wątków muzyki popularnej, energii, rytmu i ryzyka.

Lecz THROBBING GRISTLE, jako twórcy industrialu, tworzyli właśnie taki repertuar, który łączył ich awangardowe fascynacje z muzyką popularną.

Możliwe. Trochę irytuje mnie u nich to, że tak bardzo starają się łączyć hałas z ezoteryzmem oraz negatywnym wizerunkiem świata. Zatem taka wizja futuryzmu w muzyce była raczej nie do końca zgodna z jego założeniami. Wydaje się, że intencją THROBBING GRISTLE było zawsze tworzenie przygnębiającego hałasu, jakoby świat miał być niedoskonały i zły. Natomiast wielu innych wykonawców robi to samo bardziej lub mniej oryginalnie. Rzadko hałas jest postrzegany w kategoriach pozytywnej emanacji energii. Zawsze ma służyć jako wyjaśnienie rodzącej się trwogi, które tak naprawdę nigdy niczego nie wnosi, ilekroć pragnie się nim jedynie szokować. Każdy głupek może stworzyć naprędce jakiś materiał na płytę noise’ową, bazując na tematyce z obszaru morderstw lub gazu trującego z obozów koncentracyjnych. Aha, zapewne pomyśli on wtedy, że coś strasznego opisał. Och! – ta muzyka jest naprawdę straszna!

Istnieje jakaś różnica pomiędzy futuryzmem i bruityzmem?

Jak najbardziej. Nie każdy hałas jest futurystyczny i nie każdy futuryzm potrzebuje hałasu. Wiele zależy tutaj od nastawienia do tych pojęć.

A co z takimi projektami, jak ESPLENDOR GEOMÉTRICO i VIVENZA, które konsekwentnie tworzą w tradycji bruityzmu, a jednocześnie są widziane w bezpośrednim związku z tradycją futuryzmu?

Myślę, że to świetni wykonawcy, ale niestety, lub na szczęście, nie znaliśmy ich wtedy. Z pewnością mieli wystarczającą siłę, by wyzwolić się spod wpływu THROBBING GRISTLE i rozwijać własny, bezcenny motyw estetyki muzyki maszyn. Jaka była tego wartość merytoryczna, nie mi oceniać. W SAT Stoicizmo unikaliśmy tematu śmierci, natomiast nasze wysiłki skupiły się na oddaniu piękna pracujących fabryk, uruchomionych i lśniących maszyn, energii, stali, rytmu oraz dyskoteki! Jakaś ideologia lub smutek świata nie interesowały nas jako artystów, ponieważ byliśmy z tym konfrontowani na co dzień. Ponadto pewne dziedziny popkultury, jak: zabawa, intensywna rozrywka czy taniec były przez nas traktowane jako autentyczne i równoprawne elementy naszej sztuki.

Na serio postrzegasz SAT Stoicizmo jako grupę z kręgu muzyki rozrywkowej?

W sumie tak. Intelektualiści będą tutaj doszukiwać się naiwności, ale my nikogo nie chcieliśmy nakłaniać do kontemplacji. Ten, kto tego potrzebuje, niech sięga do całej masy odpowiednich książek. Natomiast jeśli ktoś chce dowiedzieć się czegoś o alienacji jednostki we wrogim społeczeństwie, to solidnie doświadczy tego w każdym wydawniczym szmatławcu THROBBING GRISTLE. Innymi słowy, szkoda że zespół ten określił swoją muzykę mianem „industrialna”, ponieważ spowodowało to, iż każdy dzisiaj myśli o niej w kontekście obozów koncentracyjnych lub samookaleczających się neoprymitywistów, ewentualnie bezpostaciowego hałasu. Nie postrzega się jednak tego rodzaju muzyki w kontekście estetyki współczesnego świata, fabryk, jak i przemysłu.

A czy VIVENZA nie jest w tym bardziej konsekwentny od SAT Stoicizmo?

Niewątpliwie. Oferuje on pozornie naturalne brzmienie maszyn, włączając w to ich statyczność i powtarzalność. Rozważaliśmy podobne pomysły do realizacji, ale nie byliśmy w stanie tego zrobić już na etapie dysponowania niedoskonałych metod nagrywania odgłosów naturalnych, a także zbyt dużego ryzyka popadnięcia w nostalgię za romantyczną wizją maszyn. Postanowiliśmy operować jednolitym i medytacyjnym brzmieniem fabryki, które zawsze próbowaliśmy przetwarzać w twórczy i dynamiczny sposób. Kiedy podobał się nam odgłos pracującej maszyny, nie mówiliśmy sobie: „Świetnie! Bierzemy go takim, jaki jest”, tylko: „Co możemy z tym zrobić?”.  Chcieliśmy wykreować szum pracujących maszyn oraz rytm pracy w takiej jednak formie, która nie występuje w rzeczywistym świecie. Tego typu tekstury powinny przypominać odgłosy maszyn, ale powinny być odpowiednio skondensowane i skomponowane. Należy panować nad tym hałasem, aby w pełni rozwinąć jego potencjał.

Czy odgrywał jakąkolwiek rolę ten czynnik „romantyzmu maszyn” w muzyce SAT Stoicizmo?

Nie odgrywał. Te maszyny, które pojawiły się w naszej muzyce, były czarne i głośne, i co najważniejsze – bez cienia nostalgii.

A co do orientacji ideologicznej VIVENZY, spotkałoby się tutaj coś z twoją krytyką?

Nie jestem w stanie tego ocenić, bo niewiele wiem o jego poglądach w tym zakresie. Ale nawet, jeśli dany wykonawca jest zagubiony w swojej ideologii, nie musi mieć to negatywnego skutku na jego muzykę – oczywiście w większości przypadków.

Dotyczy to również SAT Stoicizmo?

Ideologia, z którą mieliśmy do czynienia w czasach jugosłowiańskiego socjalizmu, była w efekcie stratą czasu, i nie mam pojęcia, kto zmarnował ten czas bardziej.  

Ale czy nie ma w tym bruityźmie, impulsie siły, estetyce maszyny oraz futuryzmie motywów wojennych oraz zarzewia faszyzmu?

Niekoniecznie. Jeśli coś jest wciąż powtarzane, nie stanie się to automatycznie prawdziwsze. Jest to bardzo złożona sprawa i szczerze powiedziawszy, nie mam ochoty dalej brnąć w te zawiłości.

Może jednak powiesz o kilku kluczowych aspektach w tej sprawie?

Mówiąc konkretnie, jest to różnica pomiędzy doświadczeniem stricte estetycznym a jego postacią zdefiniowaną przez pozaestetyczny system wartości. Z jednej strony dotyczy to entuzjazmu do piękna  maszyny, a z drugiej racjonalizmu, czy też ślepego optymizmu związanego z rozwojem ludzkości. Ponadto różnica ta dotyczy estetyki emanacji siły, jako doświadczenia wolności w konfrontacji z realną, sfunkcjonalizowaną przemocą, stanowiącą skrajny stan niewoli. Jest to jednak tak naprawdę jałowe, takie mnożenie różnic. Albo rozmawia się z takimi ludźmi, którzy to rozumieją, albo z takimi, którzy nie chcą tego pojąć, ponieważ jedynie potrafią oskarżyć faszyzm w celu ukrycia swojej niezdolności do modernistycznego, a właściwie intensywnego doświadczenia estetycznego. To jest po prostu dla tego typu ludzi nazbyt przytłaczające, nazbyt hałaśliwe, nazbyt szybkie, nazbyt trudne… Oni woleliby raczej słuchać „Die Kleine Nachtmusik“.

c.d.n

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s